Nowość - Blogerki.pl - bloguj z nami
|
||
|
| ||
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| Zarejestruj się | FAQ | Użytkownicy | Grupy | Kalendarz | Szukaj | Dzisiejsze Posty | Oznacz fora jako przeczytane |
| Debiuty z Aventem z "Mamo, to ja" Z Aventem możesz zadebiutować jako autor tekstu w najpoczytniejszym magazynie dla rodziców Mamo to Ja. To miejsce razem z Aventem, przygotowaliśmy specjalnie dla ciebie. Możesz tu pisać o ważnych debiutach twojego dziecka (także swoich). Najciekawsze wypowiedzi opublikujemy w kolejnych numerach "Mamo, to ja". Autorki wybranych postów otrzymają atrakcyjne nagrody. Zapoznaj się z Regulaminem Nagrodzone mamy – będą ubiegać się również o tytuł Debiut Roku! |
Co nowego na MamaCafe.plPlecak czy tornister?Co jest lepsze dla dziecka - plecak czy tornister? Na co zwracać uwagę kierując się ich wyborem? Macie swoich ulubionych producentów, których warto polecić innym rodzicom? Dobrze zaopatrzone księgarnie W tym miejscu proponuję wypisywać miejsca/księgarnie, w których są dostępne podręczniki dla dzieci. Jak pogodzić szkołę dziecka z pracą Jak zorganizować plan działania w przypadku jak ja i dziecko mamy być na miejscu o 8? Zawozić dziecko na 7:15? i jechać do pracy? |
![]() |
|
|
|
Narzędzia wątku | Wygląd |
|
#1
|
||||
|
||||
|
Niektóre mamy wracają zaraz po macierzyńskim, inne decydują się na powrót do pracy po roku od urodzenia dziecka, czasem jeszcze później. Jak przygotowałaś do tego swojego maluszka? Jak wyglądał ten pierwszy dzień bez mamy? Podziel się swoimi doświadczeniami.
Najciekawsze wypowiedzi nagrodzimy i opublikujemy w „Mamo, to ja”. Zobacz nagrody >> Na Wasze wpisy czekamy do 9 września 2009 r. Napisz już teraz, a za miesiąc kolejny debiut! |
|
#2
|
|||
|
|||
|
Z Julką byłam tylko 4,5 mca w domu. Rzeczywistość jest smutna, w moim przypadku okazało się, że albo wracam do pracy, albo...nie mam do czego wracać.
Miałam dwa wielkie dylematy: 1. Karmienie - karmiłam tylko piersią, mała nie chciała wziąć do ust smoczka żadnego), ani czegokolwiek innego... 2. Opiekunka - ciężko było mi sobie wyobrazić, że ktoś będzie potrafił zaopiekować się moim dzieckiem tak dobrze, jak ja. Babcie nie wchodziły w grę, obie pracują i mieszkają za daleko. Żadnych sprawdzonych opiekunek nie znaliśmy, byliśmy od roku w zupełnie nowym mieście...po prostu dramat - tak mi się wtedy wydawało. Oczywiście z oboma wyzwaniami sobie poradziłyśmy. Ponieważ Julka nie chciała ssać smoczka, zdecydowanie wcześnie zaczęłam wprowadzać jej pokarmy inne niż mleko. w wieku 3,5 mca dostała marchewkę. Nie było łatwo. Ona płakała, a ja razem z nią, myśląc, że jestem bardzo złą mamą. Moje dziecko oczekiwało ode mnie tylko bycia obok i karmienia, a ja chciałam jej to zabrać. Codziennie jedna łyżeczka więcej marchewki...powolutku. Codziennie kilka łyczków mojego mleka z butelki, podawanej przez tatę...konsekwentnie. Codzienne ściąganie i zamrażanie pokarmu, w specjalnych woreczkach, dokładnie opisanych...na później. Bo karmić zamierzałam jeszcze długo...i karmiłam...15 mcy, udało się mimo pracy na pełen etat. Julka była cycuszkowym maluszkiem i takim pozostała. Karmiłam rano, przed wyjściem do pracy, potem niania podawała moje mleczko z butelki (ciężko było, bo mała po prostu uwielbiała pierś), potem zupka i...wracałam ja, a moje dziecko było najszczęśliwsze na świecie. Jeśli chodzi o wybór niani, to proszę uwierzcie swojemu matczynemu instynktowi. Na internecie jest mnóstwo podpowiedzi, jak wybrać odpowiednią nianię, ale nawet jeśli wypadnie ona rewelacyjnie, a Wy nie bedziecie przekonane do niej, szukajcie dalej. Ja tak zrobiłam. Szukałam, aż znalazłam Panią, która od razu przypadła mi do serca. Ciepła, serdeczna, kocha moje dwie córeczki, jak swoje własne wnuczki. Ale zanim okazała się najwspanialszą nianią na świecie, sprawdziłam jej referencje, byłam u niej w domu (z tego, jak mieszkasz wiele można się dowiedzieć), zaprosiłam na spotkania próbne. Mówiłam otwarcie o tym, czego oczekuję, ale pytałam też o jej zdanie. słuchałam jej rad i propozycji, ale do mnie należało ostatnie słowo. Teraz jest dla moich dziewczynek ukochaną ciocią, a ja jestem najszczęśliwszą pracującą mamą pod słońcem. Ostatnio edytowane przez aczp : 13-08-2009 o 19:53. |
|
#3
|
|||
|
|||
|
Świadomość, że muszę zostawić moje maleństwo paraliżowała mnie i nie dawała spokoju... Zachodziłam w głowę jak siebie i maleństwo do tego przygotować? Miałam wrócić do pracy po zakończeniu urlopu macierzyńskiego, ale tak się złożyło, że moja mama, która miała się Piotrusiem zajmować rozchorowała się dośc poważnie, a ja nie chciałam aby moje dziecko wychowywał ktoś obcy. Mój pobyt z maleństwem w domu przedłużył się... Po dwóch miesiącach kiedy to moja mama wróciła już do formy okazało się, że w pracy "chwilowo" mnie nie potrzebują... I znów mój powrót do pracy odsunął sie nieco w czasie... Dodam, iz za każdym razem ja niesamowicie to przeżywałam, bo wiedziałam, że juz za dzień czy dwa będę musiała mojego synka zostawić...
Dzisiaj sprawa wygląda następująco: Piotruś ma dwa latka, ja jestem na urlopie wychowawczym i lada chwila zaczniemy się starać z mężem o siostrzyczkę dla Piotrusia, co by mu smutno nie było Cieszę się, że zostałam w domu i sama widziałam jak Piotruś uczy sie stawiać pierwsze kroki, jak z dnia na dzień robi się coraz bardziej samodzielny, jak zdobywa nowe umiejętności, jak wypowiada pierwsze słowa... jestem szcześliwa, bo wiem, że niczego nie przegapiłam, że nic mnie nie ominęło. Chyba los tak trochę nam dopomógł w tym moim przedłużającym się w nieskończoność powrocie do pracy. Dziękuję Ci losie, że nie musiałam rozstawać się z moim synkiem... Dziękuję, za każdy dzień... |
|
#4
|
|||
|
|||
|
Ewa urodziła się dużo za wcześnie, w 34 tygodniu ciąży. Zrobiła nam wielką świąteczna niespodziankę. Jest Grudniowym dzieciaczkiem, który do domku pierwszy raz przyjechał w dzień Bożego Narodzenia. Nasz mały prezent na Gwiazdkę. Bardzo chciałam karmić Ewkę piersią. Zwłaszcza takiego małego wcześniaczka, dla którego mleko mamy jest niezastąpione. Przez cały tydzień, kiedy Ewka lezała w inkubatorze walczyłam o utrzymanie laktacji z laktatorem w ręku, budzikiem, dodatkowymi buteleczkami, długopisem i notesem. Odciagałam notowałam zanosiłam na oddział wcześniakó, zeby pielęgniarki podawały małej. Cieszyłam się, kiedy się okazało, ze moje dziecię po wyjęciu z inkubatora pokochalo mamusinego cycuszka. Nie było łatwo. Mała rosła, czas mijał i przyszedł czas powrotu do pracy. Był to czas tzw. kryzysu,początki wielkich zwolnień z pracy w mojej firmie. Bałam się, ze nie będę miała do czego wrócić i jak to bedzie z jednej pensji, bo przecież świeżo upieczonej mamie może być ciężko znaleść nową pracę, szczególnie w małym mieście. Mimo, ze Ewka była wcześniakiem i powinna zacząć jeść coś innego niż mleczko jak skończy 6 mesięcy, zaczęłam jej podawać zupki jak miała 3.5 miesiaca. Nie miałam wyjścia. Ewka strasznie histeryzowała jak tylko poczuła smoczek w buzi. Ile ja butelek i smoczków nie wypróbowałam, ile dobrych rad teściowej, z książek i z internetu i wszystko kończyło się płaczem Ewki i moim. Lament, ze jak wrócę do pracy, to dziecko będzie głodne. Zaczęliśmy powoli od jednej zupki dziennie, bo lekarz stwierdził, ze jak po powrocie z pracy dam cycka, to bedzie dobrze i jej starczy. Próby z butelką kończyły sie tym, ze Ewka nie jadła przez 8 godzin i czekała, aż dam cycka. Z zupkami troszkę lepiej, podawane łyżeczką. Powoli, krok po kroczku, z dani na dzień cieszyłam się małymi sukcesami, żeby po kolejnych kilku dniach znowu płakać, bo Ewka ryczała i wszystko wypluwała. Kiedy Ewka dostawała zupkę, ja molestowałam piersi i odciagałam mleczko z nadzieją, ze moje dziecię polubi jednak butelke i jeszcze popije maminego mleczka z butli. Z tego czasu mam kilkanaście słoiczków w zamrażarce, które chyba trzeba bedzie wylać, bo Ewka nie chce ich wypić, a kaszek nie znosi, zebym choc do kaszki mogła dolać. W naszym przypadku karmienie butla przez tatusia się nie sprawdziła. Albo mama za miękka, albo dziecko bardziej uparte, niż inne. Z nianią też mieliśmy przeboje. Babcie obie pracują, poza tym mieszkają daleko, wiec albo żłobek, albo niania. Żłobek odpadł, bo jeszcze drożej niż niania wychodził, no i kwestia chorób dziecięcych nas odstraszała. Woleliśmy nie narażać małej na zbyt szybkie przechodzenie ich po koleji. Na spotkania zaprosilismy kilkanascie Pań. Byłam w szoku, jak trudno znaleźć odpowiednią. Albo miały tak wygórowane wymagnia, ze nie było mnie stać, albo przychodziły Panie kompletnie nieodpowiedzialne, nie przygotowane do opieki nad dzieckiem, mimo obecności Ewki w pokoju, nawet się niektóre nie zapytały, jak mała ma na imię. W końcu wybralismy Panią, lekko niepełnosprawną, z doświadczeniem z referencjami, które sprawdziłam i wydawało mi się, ze zrobiłam wszystko, żeby zostawić Ewkę w dobrych rękach. NIc bardziej mylnego. Pani nawet nie raczyła do mnie zadzwonić, ze rezygnuje z opieki na tydzien przed moim powrotem do pracy. Gdybym nie zadzwoniła prosząc o przyjście, zeby Ewka sie przyzwyczaiła, to pewnie sama by sie nie odezwała. Pani nie omieszkała miesiac później wybrać się na rozmowe w sprawie pilnowania dziecka do mojej dobrej koleżanki. No cóż, nie spodziewała się, że miasto malutkie i mozemy się znac i wymieniać spostrzeżeniami. Kolejna Pani z listy tych- do wzięcia- zgodziła się na opieke nad Ewka, ale dzien przed przyjściem zadzwoniła, ze jednak rezygnuje. Zostało mi 4 dni do powrotu do pracy i byłam bez niani. Panika i strach, co dalej... na szczęście w potrzebie znalazła się moja młodsza siostra i do czasu znalezienia niani ona zjaęła sie Ewką. Szkoda, ze najukochańsza ciocia Madzia idzie na studia i nie może się zajać siostrzenicą.... bo któż by to zrobił lepiej od niej. No ale po tych wszystkich przebojach Ewcia ma w koncu miła, sympatyczną nianię choć nie było czasu, zeby się do niej przyzwyczaiła, zanim mama wróci do pracy. Dziś Ewka ma 8 miesięcy. Od trzech miesięcy mama jest w pracy. Nasze sukcesy, to fajna niania i szczęśliwa Ewka jak ja widzi. Nie ma więc tego złego, co by na dobre nie wyszło. Sukcesem jest, ze Ewka poulbiła smoczka i od kilku dni zjada z butelki mleczko już nie tylko przez sen, co wczesniej tylko tak sie udawalo i to raz na dobe, a w noc pobudki 2-3 razy na cycka, no i oczywiscie mama potem do pracy szla jak zombie. Cycuś juz dziś został do przytulania, do pobawienia się, ale już nie jako główne źródło jedzonka. Z naszych porażek- prawie nie karmię juz piersią, na czym bardzo mi zależało. Pracę mam niestabilną, bardzo strasujacą, mimo, iż jestem nadal mamą karmiącą wymaga sie ode mnie zostawania na nadgodziny i nikt nie zwraca uwagi, ze kodeks pracy mówi co innego. Zycie życiem i mam się cieszyć, ze mam pracę, a jak mi się nie podoba, to wiadomo, droga wolna. Nikt się nie przejmuje, że przysługuje mi przerwa na karmienie i mam prawo wychodzic wcześniej, Jak się zbieram do wyjscia to slysze tylko: już idziesz, a jeszcze to i to i to... dlaczego tego nie zrobilas" Łatwo powiedzieć, rzuć wszystki i wracaj do dziecka... trudniej to zrobić majac w perspektywie pogorszenie atmosfery w pracy i ryzyko zwolnienia. Zawsze można tłumaczyć to kryzysem i redukcją etatów. Do domu śpieszę jak na skrzydłach, do mojego wytęsknionego dziecięcia. Uśmiech Ewki, machanie rączkami i nóżkami na mamy widok wynagradza mi ciężkie godziny spędzone w pracy.
Dom nie zadbany tak, jak byc powinien, trochę ciuchów do wyprasowania wciaż czeka w kolejce, sterta prania w koszu na bieliznę, ale co tam, przecież trzeba się pobawić z Ewką. Nie wszystko musi błyszczeć, ważniejsza jest Ewa czas spędzony z nią. NIe chcę załować, kiedy juz dorosnie, ze coś mi umknęło, że mogłam wiecej z nią pobyć, wiecej poprzytulać, pogłaskać... Wieczór jest dla mamusi i córeczki. tatuś tylko pomaga, przygotowuje butelkę, pdaje pieluszkę...ale za to, jak niania musi wziąć sobie wolne, to tatuś cały dzień bierze urlop i spędza z cóunią. Mama na razie nie ma szans na wolny dzień w pracy, chyba, ze padnie z wycieńczenia, jak wielbłąd na pustyni. Powrót do pracy może być fajny, kiedy się lubi swoja pracę. Ja lubiłam, ale po powrocie dostałam inne stanowisko, inni współpracownicy, przełożeni... juz nie łąka a Shrekowe bagienko. Żyjemy od weekendu do weekendu ciesząc się z każdej spedzonej razem chwili, z każdego uśmiechu Ewki, z każdej nowej umiejętności, z bla bla i mamamamam i dadadada itp. Pracuję bo muszę, choć marzę o tym, zeby byc z Ewka w domu, choćby na urlopie wychowawczym do skończenia przez nią roczku. I tu sie zastanawiam, gdzie jest polityka prorodzinna naszego panstwa, o której tak głośno, a której wcale nie czuję, żeby istniała. Pytani eretoryczne, bo czy ktoś coś z tym robi? No chyba, ze będa się wybory zblizały, to może ktoś rzuci kilka haseł, żeby zaraz po wyborach o nich zapomnieć... życie, jak mówi moja szefowa, życie... |
|
#5
|
||||
|
||||
|
A u mnie było trochę inaczej. Ale po kolei...
Do momentu zajścia w ciążę byłam bardzo aktywną osobą. Studia, praca, znajomi pochłaniali mnie bez reszty. Potrafiliśmy z mężem wyjść rano i wrócić do domu dopiero wieczorem, bo zawsze było coś do załatwienia. Mimo, że ciąża przyzwyczaiła mnie do ciut spokojniejszego trybu życia to po roku opiekowania się Julią zapragnęłam robić coś więcej. Z drugiej strony chyba nie byłam jeszcze gotowa na takie prawdziwe rozstanie się z nią. Dodatkowo musiałabym szukać niani lub żłobka, bo niestety obie babcie mieszkają daleko. I wtedy powstał pomysł otworzenia sklepu internetowego. Wtedy byłby wilk syty i owca cała Muszę przyznać, że gdyby nie pomoc i zaangażowanie mojego męża nic by z tego nie wyszło. Do tej pory jest to nasze wspólne zajęcie. Jednak dla mnie znaczy to bardzo wiele. I mimo, że wieczorami już czasami opadam z sił to jednak siadam do komputera i załatwiam wszystko co jest związane ze sklepem. Daje mi to ogromną satysfakcje i możliwość dalszej opieki nad Julką. Jak już wkręciłam się w jedną pasję to przypomniałam sobie, że kiedyś lubiłam od czasu do czasu poćwiczyć i zapisałam się od września na pilates. A no i znowu zaczęłam jeździć autem, mimo, że tego nie lubię. Ale wiem, że będzie mi to w przyszłości potrzebne, żeby zawieźć Julię do przedszkola czy na basen. |
|
#6
|
||||
|
||||
|
U mnie mój powrót do pracy odbył się bez większych zgrzytów...Synek miał 9 miesięcy.
Wiedziałam, że wrócę do pracy, dlatego od początku przyzwyczajaliśmy synka do tego, że tata tak samo jak i mama potrafi nakarmić, wykąpać i przewinąć. Było to łatwe, gdyż oboje mieszkamy daleko od rodziny i nie mieliśmy nikogo kto mógłby nas wyręczać w opiece. Pierwszy dzień pracy po moim urlopie macierzyńskim był chyba bardziej bolesny dla mnie niż Olafka Tatuś się spisał. Co prawda do tej pory (Olaś ma teraz 2 lata) pewne potrawy smakują lepiej naszemu Bomblowi, kiedy podaje je mama, ale wiem (i zawsze wiedziałam), że przy tatusiu synek nie zginie![]() |
|
#7
|
|||
|
|||
|
Dodam coś jeszcze, co przewijało sie bedzie na pewno w wypowiedziach, a jest głównym argumentem mam niepracujących za tym, aby do pracy nie wracać. Mianowicie to, ze powrót do pracy oznacza, ze straci sie dzieciństwo dziecka, pierwszy uśmiech, ząbek, kroczki...
Nieprawda!!! Codziennie jestem 9 godzin poza domem, a jedyne, co przegapiłam w rozwoju mioch dziewczynek to pierwszy ząbek Ani - młodszej córeczki. Nie dlatego, że wyrósł podczas mojej nieobecności, ale dlatego, że nie sprawdzałam ,czy on już jest, może nie byłam wystarczająco ciekawa? Niania, ciekawska, zajrzała do buzi pierwsza i radośnie nam oznajmiła, ze Ania ma ząbek. A ja się z tego cieszyłam, bo to przecież nie zawody w stylu, "kto pierwszy zauważy?". Równie dobrze zauważyć mógł tata. I co? Byłoby to lepsze? A niania dostała butelkę Advocata (bo przecież sukienki nie będziemy jej kupować :-)) i wszyscy byli zadowoleni, łączenie z Anią. Pracując byłam świadkiem uśmiechów moich dziewczynek (czy pierwszych, nie wiem...może uśmiechały się po raz pierwszy w samotności i nikt tego nie widzaiał?), pierwszych kroczków...Nadal jestem dla nich najukochańszą osobą, co widać po moim powrocie do domu, kiedy nie mogę ich od sibie "odkleić". Ale to, jaką jesteś mamą dla dzieci, nie zależy od tego, ILE czasu spędzasz z dzieckiem, ale JAK ten czas spędzasz. Czy jesteś z dzieckiem, czy tylko obok niego. Praca była moim świadomym wyborem. Nawet, gyby mąż zarabiał krocie, ja chciałabym pracować, bo to lubię. Bo dzięki temu nie mam poczucia, że coś tracę, decydując się na dziecko. Bo dzięki temu wiem, że mozna mieć wszystko, ale trzeba umieć znaleźć kompromisy. Nie jestem super extra pra\cownikiem, bo praca nie jest moim życiem. Nie zostaję po godzinach, wymiguję się z delegacji, kolacji służbowych itp. Nie jestem też super, extra mamą, bo nie biegnę na każde skinienie mojego dziecka, nie jestem typową Matką Polką, która swoje życie podporządkowała dzieciom. Jestem mamą pracującą i dobrze mi z tym :-) I wszystkim mamom powiem, że warto spróbować. Nie bójcie się, jeśli macie szansę, to próbujcie, jeśli nie wyjdzie, zawsze można wrócić do dziecka. Dzięki pracy jestem spokojniejsza, mam więcej cierpliwości dla moich pociech. Bo mam dwa światy. Z pracy uciekam do domu, po przytulanki i całusy, a z domu biegnę do pracy, aby wypić kawę, kiedy chcę i być między ludźmi. Ostatnio edytowane przez aczp : 19-08-2009 o 06:42. |
|
#8
|
|||
|
|||
|
Do pracy wróciłam 6 miesięcy po porodzie, ale do powrotu zaczęłam przygotowywać siebie i małą znacznie wcześniej, bo już po 4 miesiącach. Zaczęłam od wyszukania dobrej niani. Swoją pomoc zaproponowała mi moja ciocia i od tamtej pory starałam się, by dziewczyny poznały się jak najlepiej. Podczas wizyty kontrolnej u lekarza uzgodniłam z panią doktor system przechodzenia na jedzenie inne niż mleko mamy, co skutkowało tym, że gdy córka rozsmakowała się w gotowanych zupkach, marchewce, jabłuszkach i kaszkach, to zrezygnowała definitywnie z mojego mleka w ciągu zaledwie tygodnia.
Pomimo, że córka miała zaledwie 6 miesięcy, często opowiadałam jej o swoich planach i o tym, że teraz w ciągu dnia będzie się bawić z ciocią, a mama będzie tylko dla niej popołudniami. Nie wiem na ile to zasługa tych opowieści, ale do dziś (a minął już rok) córcia akceptuje moje warunki w całości. Ważne też jest przygotowanie mieszkania. W lodówce zawsze są zapasy, tak aby córcia i ciocia mogły smacznie zjeść, na półce 100 zł na tzw. "Wszelki wypadek", a nasze telefony zaprogramowałyśmy na szybkie wybieranie, by można się było sprawnie ze sobą połączyć. Ciocia zna też numery telefonów do naszych pediatrów. Dobrze przygotowany powrót do pracy może przynieść jedynie korzyści, więc dziewczyny nie miejcie obaw. Spełniona i zadowolona mama to najcenniejszy skarb dla dziecka. |
|
#9
|
|||
|
|||
|
Powrót do obowiązków zawodowych przeżyłam trzykrotnie – w rozmaitych okolicznościach, pozostawiając dzieci w różnym wieku pod opieką różnych osób. Po trzech udanych próbach powrotu do pracy wiem jedno – sukces akcji „ mama wraca do pracy” zależy od nastawienia samej mamusi do całej, przyznaję niełatwej, sytuacji.
Przede wszystkim to my drogie mamy winnyśmy być w 100 % pewne, że podejmujemy właściwą decyzję, że wybrałyśmy dobry moment na rozstanie i jesteśmy już do niego przygotowane. Pozwala to uniknąć takich sytuacji jak: pięciokrotne wyrwanie maluszka z rąk żłobkowej cioci w celu zapewnienia go, że mamusia go kocha ale musi (lub co gorsza chyba musi?) wrócić do pracy czy też wykonanie czterech telefonów w ciągu godziny do niani by przekonać się czy aby malec jeszcze żyje lub czatowanie pod przedszkolną salą w obawie, że pani krzyknie na naszego brzdąca. Maluszki wyczuwają niepokój i niepewność mam, a to z pewnością nie ułatwia im bolesnego momentu rozstania! Czasami po prostu trzeba dojrzeć do decyzji o oddaniu malca pod opiekę innych osób, czasami trzeba poczekać by mieć pewność co do słuszności podjętych kroków. Mamusiom, które są jeszcze „przed” życzę powodzenia! ![]() Ostatnio edytowane przez haluszka : 19-08-2009 o 18:18. |
|
#10
|
|||
|
|||
|
Po pierwsze "aczp" - super wypowiedź, też tak myślę, że trzeba zachowywać właściwe proporcje między byciem matką i pracą. Świetnie i mądrze ujęte.
Mój powrót do pracy był naprawdę wymarzony. Po pierwsze mogłam zostać z małą aż do ukończenia przez nią roku. Do pracy wracałam na swoje stanowisko i na niezmienionych warunkach, co podobno nie jest normą. Ponieważ wiedziałam, że muszę znaleźć nianię (żłobek odpadał, bo lista oczekujących na miejsce była ho, ho, ho, albo dłuższa), dlatego jej poszukiwania zaczęłam już dwa miesiące przed godziną "W". I tak jak wiele z was miałam różne kandydatki, ale to serce podpowiedziało nam, że ta właśnie ciocia będzie idealna. Ja powoli odstawiałam małą od piersi, co na pewno jest łatwiejsze z rocznym maluszkiem i dwoma karmieniami (rano i wieczór) niż z 3,5 miesięcznym bobaskiem. Podziwiam Was dziewczyny za upór i dotrwanie z karmieniem do kilkunastu miesięcy. Ciocia na początku przychodziła na jedną - dwie godzinki, potem na pół dnia i wreszcie nadszedł dzień powrotu do pracy i dziewczyny zostały same. To był najpiękniejszy powrót do domu i najdłuższy dzień w pracy . Ale potem zaczęłam (tak jak "aczp") "wyłapywać dobre cechy każdej sytuacji. W pracy mogę spokojnie zjeść ) i wypić kawkę, pogadać o makijażu, ciuchach, wyprzedażach i innych ważnych kobiecych sprawach. W domu za to możemy się z córcią powygłupiać, poprzytulać, pobyć razem.A wracając do mojej niani. Mała od wrześnie idzie już do przedszkola, ale wiemy, że ciocia już na stałe zostanie w naszej rodzinie. Ona zna naszych najbliższych (babcię, dziadka, nasze rodzeństwo); my znamy wujka, jej dzieci i wnuki. Może dlatego ten powrót do pracy był dla mnie wyjątkowo łagodny, bo miałam w swoim najbliższym otoczeniu osoby, które mnie wspierały; a nie krytykowały moje decyzje. |
![]() |
|
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
|
|